9 rzeczy, których nie potrzebujesz żeby zacząć biegać

Jak zacząć biegać i w końcu rozprawić się z wymówkami?

Instagram, Facebook, blogi i cały Internet jak długi krzyczą do nas cudownymi zdjęciami kobiet, które mają świetne buty do biegania, zaawansowany sprzęt do mierzenia tempa, spalania kalorii i tysiąca innych rzeczy, a dodatkowo biegają maratony w Afryce. Nic dziwnego, że czujesz się przytłoczona, bo Ty co najwyższej oglądasz ich wyczyny ze swojego smartfona, obok trzymasz kubełek lodów, a na ekranie telewizora lecisz z piątym odcinkiem (pod rząd!) nowego, świetnego serialu na Netflixie. Nie masz tych wszystkich gadżetów i czujesz, że nigdy nie będziesz w tym miejscu, w którym są te osoby, których profile namiętnie obserwujesz.

(Jeżeli masz 5 minut, przeczytaj cały post. Jeżeli masz 30 sekund, pobierz PDFa z checklistą wymówek i sposobami, jak się z nimi rozprawić.)

Zmień podejście! Każdy kiedyś zaczynał i gwarantuję Ci, że pierwszą rzeczą, jaką miał, nie był zaawansowany program treningowy z interwałami i długimi wybieganiami.

Oto lista 9 rzeczy, które są Ci absolutnie zbędne:

  1. Godzina wolnego czasu dziennie

    Gdy zaczynałam biegać, poświęcałam na to max. 15 minut dziennie. Nie, nie każdego dnia! Udawało mi się biegać co najwyżej trzy razy w tygodniu. Co było ważne to to, że nigdy nie odpuszczałam. Nie jest to obciążające – 15 minut to na pewno dużo mniej, niż każdego dnia poświęcasz na social media. Ważne jest, abyś ustaliła dokładną godzinę, o której będziesz biegać i wskazówkę, która będzie Ci o tym przypominać. Dla biegających rano dobrym sposobem jest położenie butów, w których chcesz biegać, zaraz obok łóżka. Będą Ci przypominać o tym, że założyłeś sobie, że poświęcisz ten jeden kwadrans tego dnia na bieganie. Spróbuj!

  2. Spersonalizowany plan treningowy

    Umówmy się – to jest dobre dla zawodowców albo ludzi, którym zależy na wynikach, a Ty do nich nie należysz. Po co miałbyś wydawać kasę na rozpisanie dni z interwałami, długimi interwałami i odpoczynkiem i z dostosowaniem tempa biegu do Twoich aktualnych możliwości (które przecież tak bardzo wzrosły w ciągu ostatniego miesiąca regularnych treningów)? Twoim planem treningowym jest bieganie 2 razy w tygodniu i raz w weekend, a może nawet nie bieganie, a marszobieg albo truchtanie. Ewentualnie raz w tygodniu możesz spróbować przycisnąć przez ostatnią z piętnastu minut treningu na maxa. I tyle. Tylko i aż 🙂

  3. Najnowsze buty do biegania

    Ludzie biegają w trampkach (chociaż nie polecam), w swoim starych adidasach z liceum, w rozklekotanych butach sprzed 5 sezonów (to akurat mój przypadek). I nie ma w tym niczego złego. Co więcej, jako że propaguje minimalizm, rozsądne oszczędzanie i używanie rzeczy tak długo, aż są do tego zdatne – pochwalam to. Łap więc swoje stare adidasy i leć pobiegać, póki mamy jeszcze dobrą pogodę.

    Moje 5-letnie buty do biegania. Nadal dają radę!

  4. Specjalistyczny sprzęt do mierzenia wyników

    Serio, zegarki za 1000,00 zł są Ci całkowicie zbędne. Nie wiesz, czy rzeczywiście będziesz biegać dłużej niż przez miesiąc (do czego Cię oczywiście zachęcam, ale nigdy nie wiadomo, czy rzeczywiście wkręcisz). Natomiast faktem jest, że potrzebujesz czegoś, co będzie liczyć, ile minut już biegniesz. Na początku dotrwanie do tych założonych 15 jest nie lada wysiłkiem i po sobie wiem, że bardzo chce się wiedzieć, czy będę umierać jeszcze długich 13 minut, czy jednak tylko 3. Ja polecam najprostszą opaskę z licznikiem minut i spalonych kalorii pewnej firmy sportowej, które nazwy nie wymienię bo nikt mi za to nie płaci ;). Mam ją już od prawie 5 lat i w zupełności wystarczy na moje potrzeby (które nie są znowu takie skromne, bo półmaraton i kilka biegów ulicznych zaliczyłam).

  5. Grupa biegowa/ partner do biegania

    Często słyszy się, że ktoś nie biega, bo nie ma z kim. Ja zaczynałam absolutnie sama, a dodatkowo w miejscu, gdzie bieganie nie było zbyt popularne. W konsekwencji ściągałam na siebie wzrok zdumionych moim widokiem pań w wieku budzącym podziw i nażelowanych, szerokich w barkach młodzieńców. Ani koleżanka, ani facet, ani grupa biegowa nie są Ci absolutnie do niczego potrzebne. Idziesz biegać, a nie plotkować albo kłócić się z facetem o niepozmywane naczynia. Zrób z biegania 15 minut tylko dla siebie, z ulubioną muzyką w słuchawkach.

  6. Plan żywienia

    Specjalistyczna dieta nie jest w sumie potrzebna ani Tobie, początkującej, ani nawet średniozaawansowanym. Znam osoby, które osiągają fajne wyniki bez trzymania się jakiejkolwiek diety. Co możesz zrobić, ale bardziej jako impuls aktywujący nawyk biegania, to zjeść jakiś słodki owoc przed bieganiem, a potem od razu iść biegać. Przy tym umówmy się – 15 minut biegu trzy razy w tygodniu to nie jest wysiłek wymagający jakiś specjalnych planów żywienia.

  7. Pieniądze na udział w biegach ulicznych

    Tak, wiem, fajnie jest wstawić zdjęcie z maratonu z Paryża na fejsa i mieć pod nim 100 polubień. Fota z 5 km w Sochaczewie, z Tobą trzymającą w zębach medal za udział w biegu, też nie jest najgorsza. Na początek obejdziesz się jednak bez tego. Nie startuj za szybko w biegach ulicznych (bo gwarantuję Ci, że przy regularnym bieganiu przez 3 miesiące w pewnym momencie zechcesz to zrobić), bo bycie wyprzedzoną przez rześkiego 70-latka na 3 km jest dość frustrujące (tak, to ja 4 lata temu…). Postaw raczej na swoje własne „biegi uliczne” – raz na 2 tygodnie postaraj się pobiec troszkę dłużej niż przepisowe 15 minut.

  8. Kolorowe ciuchy z najnowszej kolekcji

    Ten punky jest chyba tak oczywisty, że nie wymaga dalszego omawiania 🙂 Oczywiście fajnie jest zaszpanować mega ciuchami, ale w sumie to kogo to obchodzi jak wyglądasz biegając? Tym bardziej, że jeżeli dopiero zaczynasz to bardzo prawdopodobne jest, że po skończonym biegu nie będziesz wyglądać super świeżo, a make-up raczej nie utrzyma się w niezmienionej formie. Kto przejmowałby się więc ciuchami? Naprawdę nie warto.

  9. Kondycja

    Punkt ostatni, ale jest to chyba najważniejsza wymówka, jaką można usłyszeć od początkujących: „przecież ja nie umiem nawet przebiec 2 minut bez przerwy”. Ok, rozumiem, że to demotywuje na początku, ale wiesz co? Ja też nie umiałam. Zasapałam się po 30 sekundach. Z perspektywy uważam jednak, że jest to bardziej bariera psychologiczna niż rzeczywisty problem z kondycją (oczywiście nie biorę pod uwagę przypadków skrajnej nadwagi). Skąd taki śmiały wniosek? Ano stąd, że mi raz wyrobiona kondycja nie zniknęła już nigdy. Już wyjaśniam – w momencie, gdy po raz pierwszy przebiegłam bez przerwy 30 minut już nigdy, nawet po długiej przerwie od treningu, nie sprawiło mi to żadnego problemu. A kondycja powinna przecież, co logiczne,  bardzo spaść. Oczywiście byłam wolniejsza, ale już nigdy nie miałam problemu z tym podstawowym poziomem „30 minut biegu bez przerwy”. Coś jak z jazdą na rowerze – raz się nauczysz i już Ci zostaje. Zachęcające, prawda?

Mam nadzieję, że zachęciłam niektóre z Was do spróbowania rozpoczęcia regularnych, 15 minutowych treningów raz w tygodniu. Zobaczycie, efekty, przede wszystkim jeżeli chodzi o Wasze myślenie o własnej kondycji, bardzo fajne.

12 comments Add yours
  1. Mnie chyba nikt nie namówi do biegania. Próbowałam wiele razy i nienawidzę tego sportu. Na bieżni jeszcze jakoś szło, ale gdzieś na dworze? W życiu! 😂 Zdecydowanie wolę sporty wodne albo siatkówkę. Na razie zresztą i tak muszę odpuścić wszelki sport ze względu na powikłania po złamaniu. 😉

  2. Biegałam od podstawówki. Potem były przerwy. Praca, ciąża, problemy zdrowotne. Po 18 latach wróciłam do biegania. Zaczęłam od nocnych maratonów. W Trójmiescie jeśli biegasz o 24 to na pewno kogoś po drodze spotkasz. Jak się pracuje i ma się obowiązki, to późna godzina wcale nie jest zła. Wolę biegać wieczorami – 21/22 wówczas na ulicach jest spokój i wzgledna cisza. Na poczatek nie zwracałam uwagi na to jak jestem ubrana. Ale najważniejsze są buty. Bezwzględnie. Mając 40 lat na karku stawy już nie te, daje sie odczuwać dolegliwości gdy biega się codziennie. Dlatego u mnie wychodzi to średnio co dwa dni. Bo ból stawów jest nie do wytrzymania i można sobie zrobić kuku. Trzeba mieć też odpowiednie do tego zdrowie. Zgodzę się, że jesli biegam systematycznie mniej choruję. Jeśli zaniedbam ten sapekt, a tak już mam 2 miesiace z powodu kontuzji stopy, to czujesz, że i zdrowie i psychika siada. Bo dla psychiki jest to pewien narkotyk jesli robi się to regularnie. Zaczynac zawsze jest ciezko. W kazdej dziedzinie życia 😉

  3. Świetny artykuł i zachęcający,
    chyba zacznę biegać , bo tego jeszcze nie robiłam,
    a przekonał mnie szczególnie ten ostatni punkt kondycja, takie 30 minut by mi się przydało 🙂
    Extra 🙂

  4. Może i ja zacznę biegać? Chciałabym w końcu wrócić do formy sprzed ciąży, a tu jeszcze 2 kg do zrzucenia zostały… I brzuch niezbyt płaski, a bieganie podobno bardzo pozytywnie wpływa na jego wygląd.

  5. Wszystko tak! Długo nienawidzilam biegać. Po drugiej ciąży nie miałam jednak czasu na fitness (z dojazdem i prysznicem z dwie godz) wiec siła rzeczy zaczęłam biegać. I pokochałam to!

  6. Mnie osobiście do biegania potrzebne są tylko zdrowe kolana, a tych nie mam, więc bieganie niestety musiałam odstawić na bok. Szkoda, ale nie wiele na to mogę poradzić.

  7. Oj… Punkt pierwszy dla mnie absolutnie niezbędny 😀 Bo o ile jak na wyjazd nie wezmę butów biegowych, czy stroju to mogę pobiegać w tenisówkach i dresie, mierzyć czasu też nie zawsze muszę, to jednak jak już się zbiorę to nie po to, żeby za 5 minut wrócić 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *