10 błędów, jakie popełniłam przy organizacji wesela

10 błędów, jakie popełniłam przy organizacji wesela

Każda dziewczyna chce, by jej wesele było idealnie zorganizowane. Z uwagi na to, że,przynajmniej w teorii, wesele ma się jedno, warto uczyć się na błędach innych byłych panien młodych. Dzisiaj dla Was ode mnie porcja konkretnych porad – pokazuję, co mi nie wyszło i jak Wy możecie zrobić to lepiej. Bierzcie i korzystajcie!

  1. Za późno poszłam do USC, żeby zamówić termin

    Przyznaję najszczerzej – coś mnie zamroczyło. Poszłam do USC gdy miałam już zaklepaną salę i wydrukowane zaproszenia. Wciąż było to jednak 5 miesięcy przed datą ślubu. Moją czujność uśpił jednak fakt, że wymyśliliśmy sobie ślub cywilny w plenerze.  Wyszłam, jak się później okazało, z całkowicie błędnego założenia, że na nie ma wielu par, które decydują się na to rozwiązanie. NIEPRAWDA! Okazało się, że miejsc na godzinę 17 w wybraną sobotę nie ma i miła pani urzędnik poinformowała mnie, że mogę mieć albo ślub w plenerze o 13, albo o  godzinie 17, ale w budynku USC. Nie muszę chyba wspominać jaka była moja reakcja na te rewelacje. Na szczęście miałam więcej szczęścia niż rozumu i ostatecznie stanęło na moim pierwotnym planie, ale do dużego fakapu było bardzo blisko. RADA – idź (nie dzwoń, nie pisz) do USC jak najwcześniej się da. Przy ślubach w połowie roku – zapisy zwykle prowadzone są od stycznia tego roku, w którym jest ślub. Koniecznie idź do USC w pierwszym tygodniu stycznia i nie odkładaj tego, jak ja, np. na luty – może być za późno.

  2. Kupiłam za dużo wódki

    Nie czytaj bzdur, które piszą w Internecie o średniej ilości wódki, jaką trzeba kupić na jednego gościa (ja widziałam kalkulacje od 0,5 do 0,7 l na osobę). To Ty znasz swoich gości i wiesz, co i ile piją. Ja wiedziałam, że moi goście to raczej fani wina niż mocniejszych alkoholi, ale zasugerowałam się poradami na forach i blogach. W efekcie zostałam z dwoma kartonami wódki, z którą nie wiadomo co zrobić. Sytuacja jest o tyle patowa, kieliszek wódki w dłoni to nie jest ten rekwizyt, z jakim oglądam wieczorami seriale na Netflixie. RADA– pomyśl, czy Twoi goście naprawdę wypiją 60 litrów wódki. Pomyśl o tym nawet poważniej, jeżeli masz jeszcze inne alkohole.

  3. Założyłam, że każdy, kto po „save the date” deklaruje swoją obecność, pojawi się na weselu

    Po raz kolejny nauczyłam się, aby nie mierzyć ludzi swoją miarą. O naiwności, o głupoto trzydziestolatki – jak mogłam założyć, że ktoś, kto mówi, „że będzie na 100 %” – rzeczywiście się pojawi? Spokojnie możecie założyć, że 5 osób poinformuje Cię, że ich nie będzie, na mniej niż tydzień przed weselem. Nie żeby był jakiś sposób na zaradzenie temu – nie podasz przecież menadżerowi  sali „na wszelki wypadek” mniejszej liczby osób, bo przecież możesz być jedną z tysiąca dziewczyn, którym nikt nie odmówi przyjścia na 4 dni przed ślubem.  Chodzi o to, abyś nie denerwowała się, że ciocia Zosia nie przyjedzie, bo poplamiła przypadkiem sukienkę albo dlatego, że pies ma problemy żołądkowe. Jeżeli od początku założysz, że i Ciebie spotka odmowa na 48 h przed ślubem, będziesz na to gotowa i mniej Cię to zestresuje. A uwierz – mniej stresu w tym czasie jest na wagę złota.

  4. Zamówiłam za mało ciasta

    Zwykle takie rzeczy się nie zdarzają, jeżeli ciasto zamawiamy od osobnego podwykonawcy. Jeżeli jednak ciasto jest wliczone jako dodatkowa usługa do sali weselnej to koniecznie dopytaj menadżera o ilość ciasta, jaką zapewniają. U mnie mini bezy skończyły się po 15 minutach. Podobno były niezłe…

  5. Nie dopilnowałam, aby dostawca tortu wytłumaczył obsłudze sali jak duże mają być kawałki tortu

    Gdy zamawiasz tort spoza hotelu koniecznie dopilnuj, aby obsługa wiedziała, jak duże mają być jego kawałki po pokrojeniu. U mnie doszło do idiotycznej sytuacji, w której tort miał być na ok. 120 osób, na weselu było ich 110, ale ostatecznie  ja i pan młody nie spróbowaliśmy tortu. Przy tym pierwsze osoby miały porcje, które na moje niefachowe oko miały ok 1000 kcal, a te przy końcu tortowego peletonu ledwo go spróbowały.

  6. Zapomniałam o mikrofonie dla urzędnika

    Nie pomyślałam, że mimo tego, że goście mogli stanąć blisko nas i urzędnika, niektórzy wybiorą stanie dalej od nas. W efekcie tylko najbliżej znajdujące się osoby słyszały słowa przysięgi i to, co mówi urzędnik.

  7. Nie rozdzieliłam zadań pomiędzy świadków i rodzeństwo

    Nie pomyślałam o tym sama, a nie przeczytałam takiej porady na żadnym z blogów – bezwzględnie należy 2-3 dni przed ślubem rozdzielić zadania do wykonania pomiędzy kilka osób. Szczególnie ważne jest ustalenie, kto będzie przekazywał zapłatę podwykonawcom (jeżeli umówiliście się na zapłatę po wykonaniu usługi). Jeżeli tego nie zrobicie to wyjdzie na to, że barmanowi, DJowi i fotografowi będzie musiała zapłacić jedna i zapewne będzie to pan młody ;). Nie chcesz sytuacji, w której Twój mąż biega do pokoju i z powrotem zamiast pić wódkę z kolegami (no chyba, że nie chcesz żeby pił, wtedy jego wyznacz do tego zadania).  Dobrze jest przypisać do każdego podwykonawcy jedną osobę.

  8. Nie wynajęłam kamerzysty

    Jako osoba praktyczna i skrupulatnie licząca koszty różnych projektów stwierdziłam, że kilka tysięcy na kamerzystę to niepotrzebny wydatek. Założyłam, że morze zdjęć i filmiki kręcone GoPro mi wystarczą. Wyszło na to, że nikt z GoPro nie korzystał, a ja byłam tak zaaferowana weselem, że mało z niego pamiętam. Nawet jeżeli teraz wydaje Ci się, że też nie chcesz filmu – zaufaj mi, dzień po weselu będziesz żałować, jeżeli nie wynajmiesz kamerzysty.

  9. Wesele zaczęło się o 17.00

    Z jednej strony goście chwalili takie rozwiązanie – mogli spokojnie dojechać na wesele w jego dniu. Z drugiej strony – to naprawdę wyjątkowy dzień i chcesz, aby zabawa trwała jak najdłużej. Z perspektywy uważam, że optymalnym rozwiązaniem jest godzina 15.  Goście dalej mogą spokojnie dojechać w tym samym dniu, a Ty dłużej będziesz mogła się cieszyć tymi naprawdę fajnymi chwilami.

  10. Byłam tak zajęta, że nie spróbowałam połowy serwowanego jedzenia

    Odwieczny problem panien młodych – tańczą, rozmawiają z gośćmi, kontrolują podwykonawców, płacą im za usługi. W konsekwencji nie mają czasu spróbować żadnych przekąsek i, zazwyczaj, także serwowanych później dań ciepłych. Spróbuj trochę zluzować, usiąść przy stole z talerzem i, jedząc, popatrzeć, że goście bawią się też bez Ciebie. Trochę głupio jest, jeżeli potem znajomi komplementują śledzia, a Ty nawet nie wiesz, że jakiś śledź był serwowany.

W jednym z kolejnych wpisów, dla równowagi, pokaże, że z czego związanego z moim weselem jestem zadowolona – żeby nie było, że było samym pasmem porażek.

Wasza K.

 

12 comments Add yours
  1. Ale świetny wpis – organizowanie wesela jeszcze przede mną ale na pewno zapamiętam sobie te rady na przyszłość! Szczególnie z tym płaceniem podwykonawcom przez różne osoby – w życiu bym na to nie wpadła.

  2. Ja dziś wolałabym prawdziwego fotografa zamiast tonu zdjęć niekoniecznie fajnych. Film z wesela nie jest tym co nawet chcę oglądać, taki ze mnie typ 😉 Z wódką też zostaliśmy, ale spokojnie kilka (naście) imprez i się rozeszła. Na szczęście to nie traci ważności.

  3. My kupiliśmy za dużo alkoholu, bo okazało się, że z wesela nam się dużo osób wykruszyło, a część osób, która przyszła, to matki karmiące lub w ciąży. Flaszek zostało nam dużo, ale część później odkupiła od nas rodzina.

  4. Jeśli chodzi o wódkę to u mnie w rodzinie jest tradycja, że każda para na ‚wychodne’ dostaje butelkę wódki. Jednak jeżeli nie chcesz robić w ten sposób, bądź uważasz, że za dużo zamówisz można tez umówić się z właścicielem jakiegoś zaprzyjaźnionego sklepu, żeby zamówił Ci wódkę i w razie jak coś zostanie to oddać (mój brat tak robił).
    W przypadku tortu to firma w której zamawiasz powinna Ci doradzić, że bierze się ileś % więcej tortu niż jest gości (w moim przypadku został jeszcze na poprawiny)
    Przyznam szczerze, że największym błędem było zatrudnianie znajomych – makijaż miał mi i mojej rodzinie zrobić mój przyjaciel który się tym profesjonalnie zajmuje. Dzień przed weselem napisał do mnie wiadomość czy może przyjechać dwie godziny wcześniej, bo też w ten dzień idzie na wesele. Odpowiedziałam oczywiście, że mam przecież umówionego fryzjera! Miałam obawy, że nie przyjedzie wcale! Jednak przyjechał, ale zrobił makijaże trochę ‚na odpierdol’. Druga osobą był fotograf (kolega mojego męża) pracujący wówczas w telewizji, dorabiający na ślubach. Umówiłam się z nim, że on będzie nagrywał i załatwi fotografa. W dniu ślubu dowiedziałam się, że fotografem był jego kolega z telewizji który profesjonalny aparat miał pierwszy raz w ręce !!! Efektów nie będę opisywać, ale rozpłakałam się jak zobaczyłam zdjęcia po kilku miesiącach…
    Nie zwróciłaś uwagi na suknie ślubna. Zamówiłam moja w grudniu. Mieszkam w UK, Wiec przymiarkę miałam dwa tygodnie przed ślubem. Schudłam kilka kilogramów od pierwszej przymiarki, i mówiłam właścicielce (nie małego) salonu że trzeba ten gorset trochę zmniejszyć. Odpowiedziała, że jest Ok. Byłam tak zabiegana przez ostatnie dwa tygodnie, że nawet nie zauważyłam, że zgubiłam 4kg. Suknia okazała się na mnie za duża, a przez fakt, że była bez ramiączek miałam wrażenie przez większość wesela, że zaraz mi spadnie. Nie wspominając o tym, że wypisałam brzuch, żeby to się nie stało.

    Pomimo tego moje wesele było wspaniałe, chociaż stres i zabawianie gości było bardzo męczące.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *